Dzisiejszy świat jest dopaminergiczny… Wciąż za czymś gonimy, stawiamy sobie cele, chcemy więcej, potrzebujemy mocniej, musimy lepiej. Jest to miarą postępu, ale też zagłady… Bo w tym pędzie zapominamy o tym co ważne, bliskie, spokojne i ciche. W pogoni za dopaminergicznymi wrażeniami, to co dzieje się tu i teraz, przestaje być ważne. Przestaje być pociągające. Serotonina, oksytocyna, endorfiny, nie dają przecież takiego “powera“!
W tym wszystkim są obok nas psy. Im również nie szczędzimy dopaminowego kopa.
“Piłeczkowanie”, kreowanie uzależnień poprzez ciągłe pobudzanie szlaków dopaminergicznych, budowanie frustracji na każdym kroku i stają się ONE hiperaktywne, nadpobudliwe, nie potrafią się zatrzymać. Tak jak my. Do tego głośne i reaktywne jak ich krytyczni opiekunowie.
Ale jak zawsze, kluczem do sukcesu, ludzkiego i psiego szczęścia, jest balans. Równowaga między dążeniem, a satysfakcją. Nie ma nic złego jeśli rzucisz psu piłkę, ale pozwól mu ją pomemłać spokojnie na boku. Szarpak- super, ale każde polowanie kończy się “zabiciem” ofiary, a nie frustracją związaną z jej zniknięciem w naszej kieszeni. Spacer z dala od zgiełku, w naturalnym środowisku, gdzie pozwalasz psu węszyć i eksplorować, zapewni mu doznania z natury seeking: dążenie i ciekawość to najlepsze panaceum na brak pewności siebie.

I tak oto spędzamy sobie urlop. Jest czas na spacery, “treningowe głupotki” oraz relaks. Brama w dzień jest otwarta, ale psy nie mają potrzeby by wyrwać poza nasz zasięg, gdy tylko pojawi się taka szansa. Odwiedzają nas psy sąsiadów, ale nikt nie chce się pozabijać. Mojra i Orion robią co chcą, ale ich wybory są nadzwyczaj spójne z naszą motywacją.
Nasza grupa społeczna jest po prostu w równowadze. Nie ma piękniejszego doznania. I tu nie rządzi dopamina 😉