Ostatnio coraz częściej trafiają do mnie psy … po różnych szkoleniach. Dziwne prawda? Czasem chodziły na zajęcia kilka tygodni, miesięcy, czasem rok lub więcej i co ? Pięknie potrafią wykonać polecenie SIAD, LEŻEĆ, NOGA w warunkach treningowych, ale są kompletnie „nieogarnięte” życiowo, z resztą tak samo jak ich właściciele. Często reaktywne do innych psów (mimo, że praca w grupie z innymi psami miała być ‚lekiem’ na takie zachowania), nadpobudliwe i łatwo ulegające ekscytacji (mimo, że ćwiczyły samokontrolę), kompletnie nie potrafiące myśleć w pobudzeniu (wystarczy inny kontekst komendy SIAD, a już nie wiedzą o co chodzi), ciągnące na smyczy jak parowóz (mimo, że chodzenie przy nodze na placu treningowym wychodzi im świetnie). Mamy też właścicieli, którzy zwykle zamknięci na placu treningowym nie mają potem umiejętności reagowania w codziennych życiowych sytuacjach. Panikują i nie wiedzą co zrobić w sytuacji trudnej, nie umieją jej ocenić ani pomóc swojemu psu, czy tez wpłynąć na jego zachowanie inaczej, niż desperackie nawoływanie lub szarpanie smyczy. Trafiają do mnie psy, które za radą innych behawiorystów były często ignorowane, gdy potrzebowały naszej uwagi lub karane za niepożądane zachowania – i owszem, zwykle to pomogło na dany ‚problem’, który jednak potem wychodzi w innej sytuacji. Niestety nikt nie widzi tu związku – pozorny efekt został osiągnięty – a w przyrodzie nic nie ginie. Energia zahamowana w jednym zachowaniu musi ujść w innym, chyba że nauczymy psa nią zarządzać, pomożemy mu regulować jego zachowanie. Nie ma też próżni, która pochłonie nagromadzone emocje, ani psie, ani ludzkie.
Dlatego najważniejszy w życiu jest BALANS, praca na wszystkich płaszczyznach, nie tylko nad jednym zachowaniem, a odcinanie komunikacji NIGDY nie jest dobre.
I co wówczas się dzieje gdy taki pies przychodzi do mnie? Wracamy do podstaw… I bynajmniej nie jest to SIAD, WARUJ, RÓWNAJ a zaczynamy od akceptacji tego, kim jest nasz pies, od zrozumienia jego emocji, które motywują dane zachowanie, od potrzeb, wzajemnej komunikacji, umiejętności dawania wsparcia czy reagowania na codzienne sytuacje (czyli ‚wyposażenia’ opiekunów w umiejętności, z których będą umieli korzystać) oraz od budowania kompetencji społecznych, emocjonalnych i mentalnych psa, w tempie dostosowanym do jego możliwości.
Nie można w szkoleniu odciąć psa od jego codziennego życia, jest to element układanki tworzący całość.
I jest taki sobie Floki, z którym widujemy się od kilku tygodni, kiedyś nieznośny w domu i na spacerach, u którego powoli zaczynamy dostrzegać pozytywne zmiany w zachowaniu. Powoli on sam, zaczyna się czuć lepiej, sam ze sobą, ze swoją rodziną, w swoim domu, na spacerach u boku opiekunów. Pomagamy mu znaleźć balans.
I ten moment gdy na kolejnym treningu patrzysz w szalone oczy tego psa i myślisz sobie: „Wiesz, jesteś naprawdę fajnym psem !  „.
… I wiesz, że ON to wie